piątek, 18 października 2013

Przed wczoraj minęły równe trzy miesiące odkąd nie mam nawet najmniejszego kontaktu z Kasią. Powinienem chyba czuć rozgoryczenie, albo odczuwać na pewien sposób załamanie. Skłamałbym mówiąc że nie odczuwam nic, że mnie to nie rusza. Bowiem czuję aż za dużo, za dużo emocji naraz. Jednym słowem nie da się objąć tego wszystkiego. w ciągu całych tych trzech miesięcy nie było chyba dnia aby w mojej głowie nie nasunęła się myśl o niej. Ale to nie jest zależne ode mnie, tak mi się przynajmniej wydaje. Chciałbym  zapomnieć, bo po co ciągle do tego wracać, po co się niepotrzebnie denerwować. Jednak chyba sam sobie na to nie pozwalam. Muzyka której słucham odgrywa tutaj dużą rolę. Całe ten emo-rap, smutny rap, czy jakie tam, kto chce określenie, wciąż mi przypomina pewne sytuację związane z nią, z nami. Jednak muzyki nie zmienię. Nie wyobrażam sobie abym mógł słuchać czegoś innego, abym mógł stworzyć inną play-listę do mojego winamp'a. Po prostu, nie. Widocznie posypywanie ran solą, stało się czymś co kocham. A nawet czymś czego potrzebuję.
Bardzo dużo pomogła mi praca, tak dokładnie ta sama na którą tak bardzo narzekam. Jednak dzięki niej mogłem przekierować swoje myśli na inny tor. Jednak co mi to dało, skoro po tak krótkim stażu jaki tam spędziłem, znowu wpadłem po uszy w sprawach serca. Choć tym razem z góry stawiam ta sytuację na niepowodzenie, może dzięki temu, całe to "zamieszanie" rozejdzie się z łatwością po kościach. Dzięki sytuacji sprzed pół roku, a może i nawet dłużej, niestety straciłem rachubę, uważam że stałem się mocniejszy. Tak, ponieważ, jeżeli nie poznamy nigdy silnego bólu to każdy będzie mocny. Także dziękuję Ci Kasieńko. Jednak nie wyszedłem z niczym z całej tej naszej chorej sytuacji. A jak to jest z powiedzeniem "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni" czy jest w nim choć trochę prawdy? Na pewno tak. Osobiście nie lubiłem tego powiedzenia. Nigdy tak nie uważałem dopóki nie spotkało to mnie, coś co naprawdę mnie wzmocniło. Teraz dzięki temu mogę znowu brnąć w związek bez przyszłości, znowu przeżyć ledwie krótką przygodę, przeżyć mały romans bez szans na coś więcej. Po czym na koniec i tak zostanę z niczym. Normalka. Ale co mi tam, przecież nie mam nic do stracenia, a mogę tylko zyskać. Sam nie wierzę że to napisałem "zyskać" to takie odległe, takie nie osiągalne...