Już nie wiem czy mam się śmiać czy płakać...
Kolejne spotkanie do którego doszło w zasadzie nic nie wyjaśniło. Było to kolejne z tych "poważnych" spotkań na których mieliśmy "poważnie" porozmawiać. Owszem powiedzieliśmy sobie to co mieliśmy powiedzieć i na tym się skończyło, wróciliśmy do punktu wyjścia. A ja nadal jestem w kropce. To wszystko jest takie dziwne. Jestem niesamowicie sfrustrowany. Za długo już to wszystko trwa. Cała ta sprawa ciągnie się już od ponad 3 tygodniu, i jedyne o czym tu piszę to to jak źle się z tym czuję. Żałosne. Ale o czym mogę napisać skoro nic nie robię, tylko rozmyślam o niej. Ale wpadłem emocjonalnie. Czuję się jak jakiś młodzik który źle się zakochał i nie wie co z sobą zrobić. Nie chcę już żyć tak jak teraz, chcę zapomnieć bo nie rozumiem słów którymi ona mówi do mnie. Chciałbym mieć serce z kamienia, żyło by się łatwiej, dużo łatwiej.
A ja tylko stąpam po kruchym lodzie i nie potrafię sam z niego zejść...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz