czwartek, 19 września 2013
Wczoraj miałem w głowie setki a nawet tysiące myśli, tyloma rzeczami chciałem się podzielić że aż nie wiedziałem co napisać, aż w końcu przesiedziałem godzinę gapiąc się w monitor. Dzisiaj drugie podejście, chyba poukładałem myśli i wiem co mogę napisać. Przede wszystkim praca, ona chyba mnie wykończy, nie mam na nic ani dla nikogo czasu. Z tyloma ludźmi miałem się widzieć, z tyloma ludźmi miałem się spotkać, ale kiedy, jak mam jeden dzień wolego to nic mi się nie chce, mam ochotę tylko siedzieć w domu i porządnie wypocząć. W dodatku moje życie prywatne znowu się pokomplikowało, spotykałem się przez krótki czas z pewną dziewczyną, wiem o tym że się jej podobałem, nie musiałem się nawet starać aby zdziałać coś więcej, jednak to ona nie przypasowała mnie. Wszystko było w porządku dopóki nie podała mi swojego fejsbuka. Te wszystkie jej wpisy i komentarze, choć miała 19 lat to zachowywała się jak nierozgarnięta 14'tka i najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że gdy umawialiśmy się na jakiś spacer czy piwo to potrafiła się zachować normalnie, chyba że widzieliśmy wraz z jej przyjaciółką i moim znajomym, tak w czwórkę to znowu jakby cofała się w latach(sory za takie słowa ale nie wiem jak to inaczej nazwać). To jej zachowanie tak bardzo mnie zraziło że dałem sobie spokój. Pomyślałem sobie że znowu nic z tego i nadal nie spotkałem odpowiedniej dziewczyny no cóż, trzeba szukać dalej. I tak szukałem albo i nie, aż w końcu znowu mnie coś trafiło poczułem coś do dziewczyny do której nie powinienem nic czuć, dlaczego? Dlatego że ona jest zajęta a w dodatku miesza wraz ze swoim chłopakiem. Trudny orzech do zgryzienia. Już raz pakowałem się w taką sytuację i delikatnie mówiąc zostałem wydymany i mocno zraniony. Nie chciałbym aby taka sytuacja znowu się powtórzyła, tylko jak się z tego wykręcić, kurwa chyba nie umiem. Nie zakochuję się w każdej dziewczynie która się do mnie uśmiechnie, zakochuje się zawsze w tych które są już zajęte, takie moje szczęście. Dlaczego ja trafiam tylko na takie dziewczyny? Dlaczego każda dziewczyna która jest wartościowa musi już z kimś być? Najsmutniejsze jest to że wraz z tą dziewczyną razem pracujemy więc dość często się widujemy. Powinienem zmienić pracę? Chciałem i nawet jej o tym powiedziałem że muszę się przenieść, podając błahy powód że mam za daleko do pracy. Jednak nie ucieszyła się z tego powodu. Powiedziała mi otwarcie żebym tego nie robił i został tutaj, w restauracji bo mnie lubi, tylko czy to było szczere czy powiedziane tylko przez grzeczność, sam nie wiem. Jeszcze wszystko się okaże ...
czwartek, 8 sierpnia 2013
Dawno tu nie zaglądałem, brakowało mi troszkę czasu,a przede wszystkim chęci by się podzielić jakimikolwiek chwilami z mojego życia. Dzisiaj to ten dzień w którym postanowiłem coś zrobić a raczej napisać, to chyba efekt nudy która ostatnio mnie dotknęła. Ostatniego czasu postanowiłem coś w sobie zmienić i poświęciłem swoje jakże drogocenne 30 minut z czasu w którym nic nie robię, na czas intensywnego treningu.Postanowiłem lekko się podbudować, chociaż wydaje mi się że jestem zbyt chudy aby mogło coś z tego być. Jednak robię to dla siebie i z taką intensywnością jaką będę chciał. Może po pół roku zobaczę jakiekolwiek efekty. Równie ważnym wydarzeniem jak nie najważniejszym w ostatnim czasie to to że podjąłem się pewnej pracy. A dokładnie pracy w McDonald's. Pracuję tam od początku sierpnia. Po zaledwie tygodniu pracy nie mogę się jeszcze za wiele wypowiadać o samej robocie, a tym bardziej o ludziach z którymi tam pracuję. Każdy podchodzi do mnie z rezerwą, ale po zaledwie kilku dniach pracy nie mogę liczyć na nic więcej i zdziwiłbym się gdyby było wręcz inaczej. Musimy się wszyscy poznać, dotrzeć, a wtedy powinno być dobrze. Pracuję w młodym towarzystwie bowiem wszyscy są w moim wieku bądź dzieli nas zaledwie różnica kilku lat. Także na pewno się dogadamy, tylko ile będzie potrzeba na to czasu? Nie jestem w ogóle pewien czy mnie zaakceptują. Ciężko jest wejść do zamkniętej grupy ludzi którzy znają się i pracują ze sobą już od dłuższego czasu. Obawiałem się że będę raczej stał na uboczu, że nikt nie będzie nawet zwracał na mnie uwagi. Przeliczyłem się. Nie stoję na uboczu, zawsze ktoś o coś zapyta, zagada, a raczej wybada kim ja jestem. Ale i tak atmosferę uważam za całkiem fajną. Nie tak to sobie wyobrażałem przychodząc tutaj. W dodatku przed podjęciem pracy, naczytałem się różnych forów, gdzie ludzie raczej negatywnie wypowiadali się o tej pracy. Zobaczymy za jakiś czas jak to naprawdę jest. Dzisiaj po dziesięciu godzinach w pracy, odziwo czuję się całkiem dobrze. Nie czuję zmęczenia jak to niekiedy bywało po zaledwie ośmiu godzinach. To chyba dobry znak. Zaczynam się przyzwyczajać do ciężkiej pracy...
wtorek, 9 lipca 2013
Czy zastanawialiście się kiedyś nad sensem naszego życia? Za czym tak nieustannie gonimy? Do czego dążymy ? Chyba każdy z nas nie raz, nie dwa zadawał sobie takie pytanie. Normalka. Otóż według mnie, nasze życie, a raczej celem naszego życia jest nieustanna pogoń za szczęściem, które często bywa tak bardzo nieosiągalne. Nie raz mamy je zaledwie na wyciągnięcie ręki, jest tak blisko że niemal czujemy się już szczęśliwi jednak to chwilowe i złudne uczucie, bowiem nie potrafimy tak naprawdę wyciągnąć dłoni i zagarnąć tego co jest potrzebne do bycia w pełni szczęśliwym. Boimy się zagarnąć tego co nas uszczęśliwia, bowiem odczuwamy strach na samą myśl o tym że prędzej czy później i tak przyjdzie nam to stracić, to ten strach tak bardzo nas ogranicza. Każdy z nas jest sam dla siebie ograniczeniem. A to jest najtrudniejsza rzecz do przeskoczenia. Przezwyciężyć samego siebie, walka zwana codziennością która toczy każdy z nas. Czy ja jestem szczęśliwy? Nie, nie jestem. I pewnie jeszcze długa droga przede mną nim będę szczęśliwy...
sobota, 22 czerwca 2013
Przez ostatnich kilka dni mamy piękną pogodę. Słonko ciągle świeci, aż chyba za bardzo bo ciężko wytrzymać na dworze. No ale nie będę narzekał. Po długiej zimnej zimie nareszcie przyszło ciepłe lato. Jak to mówią zimą za zimno a latem za ciepło, nigdy nie da się dogodzić człowiekowi. I coś w tym jest, przykro mi to stwierdzić ale całkowicie się z tym zgadzam. Ostatnio spędziłem cały dzień nad wodą w towarzystwie kilku znajomych, a właściwie grupie znajomych bo było nas chyba z dziesięcioro. Zabraliśmy piłkę i pół dnia przekopaliśmy na boisku, szkoda tylko że trawa nie była skoszona i w niektórych miejscach sięgała ona nawet do kolan. Jakoś się grało i było całkiem fajnie. Na szczęście jakieś pięćdziesiąt metrów od boiska mamy jezioro w którym po każdej połowie było można się zanurzyć, woda była idealna. No dobra może trochę przesadziłem mówiąc idealna, ale jak na polskie standardy była całkiem w porządku. Oczywiście najgorsze jest pierwsze zanurzenie i jak zwykle nie obyło się bez problemów z mojej strony. Małymi kroczakami wszedłem aż po pas po czym w końcu udało mi się całkowicie zanurzyć. Świetne uczucie po godzinie gry w takim upale "wskoczyć" do wody. Aż się nie chciało wychodzić na drugą połowę meczu. No ale drużyna wzywała, trzeba szybko dokopać rywalowi w drugiej połowie aby znowu zanurzyć łebek w wodzie. Nie wiem kiedy znowu uda się zebrać taką ekipę do gry w piłkę, pewnie będzie o to ciężko albo wręcz niemożliwe. Dlatego muszę przygotować rower na solowe wypady nad wodę, nie żeby się nawet kąpać bo samemu to tak nudno, ale żeby chociaż się przejechać i posiedzieć tam chwilę. Może nawet uda mi się kogoś namówić na taki rowerowy wypad. Z tym nie będzie aż takich problemów, żeby zebrać choć jedną osobę. Trzeba wykorzystać tydzień wakacji, bo od lipca zaczynam praktyki, które niestety muszę zrobić bo są mi potrzebne badania do pracy dyplomowej. Także lipiec praktyki. A sierpień ? Powinienem znaleźć jakąś pracę, chociaż na ten jeden miesiąc, no może dwa. Wiadomo troszkę pieniążków się przyda...
wtorek, 11 czerwca 2013
Koniec tych smutów, pora to zakończyć i zająć się czymś pożytecznym, a co ma być to będzie. Miałem tyle różnych planów na ten tydzień, głównym z nich było wyskoczenie na rower. Chciałem trochę posportować. Ale niestety pogoda znowu pokrzyżowała mi plany, zresztą jak zwykle kiedy tylko mam zamiar wyjść na rower. Zawsze wtedy musi padać. A leje już drugi dzień z rzędu. I jak tu wyjść na dwór. Pozostaje mi tylko pisanie pracy dyplomowej i przygotowanie się do sesji, ale nie chce mi się uczyć, mam za dużego lenia. A może uda mi się przejść w zerówkach bez nauki? Chyba zaryzykuję. Przecież zawsze jeszcze mogę przyjść we wrześniu zaliczyć to czego teraz mi się nie uda. Tak zrobię, tak właśnie zrobię.
Wspominałem już że mam nowego pieska? Nie? No to jestem nowym szczęśliwym posiadaczem czterołapa. Cieszę się że mam w końcu psiaka. Choć ostro daje mi w kość, czasami mam już go dość i tego jak ciągle sika po domu, ale przecież on jest taki malutki, nauczy się jeszcze że w domu nie wolno sikać. I te jego małe kiełki, całe dłonie mam poharatane, niech już mu wypadną, te hm mleczaki? Jak będzie miał drugie zęby to może trochę się uspokoi i przestanie gryźć wszystko do okoła, mam taką nadzieję. A tymczasem idę go wyprowadzić na spacer bo właśnie wstał i się kręci koło mnie...
Wspominałem już że mam nowego pieska? Nie? No to jestem nowym szczęśliwym posiadaczem czterołapa. Cieszę się że mam w końcu psiaka. Choć ostro daje mi w kość, czasami mam już go dość i tego jak ciągle sika po domu, ale przecież on jest taki malutki, nauczy się jeszcze że w domu nie wolno sikać. I te jego małe kiełki, całe dłonie mam poharatane, niech już mu wypadną, te hm mleczaki? Jak będzie miał drugie zęby to może trochę się uspokoi i przestanie gryźć wszystko do okoła, mam taką nadzieję. A tymczasem idę go wyprowadzić na spacer bo właśnie wstał i się kręci koło mnie...
sobota, 8 czerwca 2013
Już nie wiem czy mam się śmiać czy płakać...
Kolejne spotkanie do którego doszło w zasadzie nic nie wyjaśniło. Było to kolejne z tych "poważnych" spotkań na których mieliśmy "poważnie" porozmawiać. Owszem powiedzieliśmy sobie to co mieliśmy powiedzieć i na tym się skończyło, wróciliśmy do punktu wyjścia. A ja nadal jestem w kropce. To wszystko jest takie dziwne. Jestem niesamowicie sfrustrowany. Za długo już to wszystko trwa. Cała ta sprawa ciągnie się już od ponad 3 tygodniu, i jedyne o czym tu piszę to to jak źle się z tym czuję. Żałosne. Ale o czym mogę napisać skoro nic nie robię, tylko rozmyślam o niej. Ale wpadłem emocjonalnie. Czuję się jak jakiś młodzik który źle się zakochał i nie wie co z sobą zrobić. Nie chcę już żyć tak jak teraz, chcę zapomnieć bo nie rozumiem słów którymi ona mówi do mnie. Chciałbym mieć serce z kamienia, żyło by się łatwiej, dużo łatwiej.
A ja tylko stąpam po kruchym lodzie i nie potrafię sam z niego zejść...
Kolejne spotkanie do którego doszło w zasadzie nic nie wyjaśniło. Było to kolejne z tych "poważnych" spotkań na których mieliśmy "poważnie" porozmawiać. Owszem powiedzieliśmy sobie to co mieliśmy powiedzieć i na tym się skończyło, wróciliśmy do punktu wyjścia. A ja nadal jestem w kropce. To wszystko jest takie dziwne. Jestem niesamowicie sfrustrowany. Za długo już to wszystko trwa. Cała ta sprawa ciągnie się już od ponad 3 tygodniu, i jedyne o czym tu piszę to to jak źle się z tym czuję. Żałosne. Ale o czym mogę napisać skoro nic nie robię, tylko rozmyślam o niej. Ale wpadłem emocjonalnie. Czuję się jak jakiś młodzik który źle się zakochał i nie wie co z sobą zrobić. Nie chcę już żyć tak jak teraz, chcę zapomnieć bo nie rozumiem słów którymi ona mówi do mnie. Chciałbym mieć serce z kamienia, żyło by się łatwiej, dużo łatwiej.
A ja tylko stąpam po kruchym lodzie i nie potrafię sam z niego zejść...
niedziela, 2 czerwca 2013
Po całym tygodniu nie zaglądania na bloga, można by coś w końcu dodać.
Dzień za dniem mija tak jakoś... nijak. Pogoda dalej w kratkę, nie ma nic do roboty. Z resztą co by mi przyszło robić, wyjść przed blok na ławkę i wypić piwo ? Oczywiście nie samemu, sam nie piję, jeszcze nie. Do piwa zawsze się ktoś chętny znajdzie. Gorzej wyciągnąć kogoś do ambitniejszych planów. O ile trochę sportu można nazwać ambitnym planem.
Tolkien kurzy się już na biurku, ale nie potrafię się za niego zabrać chociaż książka wspaniała. Niestety film widziałem już dziesiątki razy i znam go na pamięć, także książka nie wiele może mnie zaskoczyć. Oczywiście wiem że w książkach znajdziemy dużo rożnych, ciekawych wątków które zostały pominięte w filmie, jednak znając zakończenie już nie czyta się tak ciekawie.
Co by tu jeszcze dopisać? Można napisać lekkie sprostowanie moich ostatnich postów które są dość nie zrozumiałe, ale nie wiem czy umiałbym napisać tak pokrótce w dwóch zdaniach o tym co mnie ostatnio spotkało. Może opiszę kiedyś cała historie dokładnie, ale do tego potrzebuję trochę czasu, a dzisiaj już jest dość późno i przydałoby się odpocząć. A więc chociaż spróbuję tak pokrótce opowiedzieć co się wydarzyło. Byłem z dziewczyną z którą chciałem być "od zawsze", a nawet użyję takiego głupiego stwierdzenia że to ta "jedyna". Nigdy w nic podobnego nie wierzyłem, wręcz to stwierdzenie mnie śmieszyło jak nie raz i nie dwa słyszałem od kogoś "kurde to ta jedyna, mówię Ci Maciek". Jednak teraz i mnie wypełnia takie głupie uczucie. Co najzabawniejsze byliśmy razem, tylko ile ? JEDEN dzień, dokładnie jeden dzień w dodatku to wszystko wynikło z jej inicjatywy. A co się stało później ? Sam chciałbym wiedzieć. Miała nie poukładane sprawy ze swoim byłym i przez to chyba wszystko się posypało. To chyba tyle, tak w skrócie oczywiście. A ja po tym wszystkim dalej nie wiem co mam robić i nadal nie potrafię się ogarnąć. Chyba potrzebuję żeby ktoś mną solidnie potrząsną. Rozmawiałem z moją najlepszą przyjaciółka, nakreśliłem jej całą tą jakże skomplikowaną historię. Słuchała ze zdziwioną miną nie mogąc zrozumieć dlaczego ja w tym wszystkim jeszcze tkwię. Sam tego nie rozumiem. Ale nie tak łatwo mi o tym wszystkim zapomnieć. W przyszłym tygodniu wszystko się wyjaśni, mam przynajmniej taką cichą nadzieję. Przedstawię sprawę bardzo jasno. Albo będziemy razem, albo niech da mi spokój bo ja już tak nie umiem. Nie potrafię zadręczać się ciągle tymi samymi myślami - czy ona robi sobie ze mnie żarty? czy może faktycznie potrzebuje trochę więcej czasu? Wszystko się wyjaśni, już nie długo, jeszcze kilka dni ...
Dzień za dniem mija tak jakoś... nijak. Pogoda dalej w kratkę, nie ma nic do roboty. Z resztą co by mi przyszło robić, wyjść przed blok na ławkę i wypić piwo ? Oczywiście nie samemu, sam nie piję, jeszcze nie. Do piwa zawsze się ktoś chętny znajdzie. Gorzej wyciągnąć kogoś do ambitniejszych planów. O ile trochę sportu można nazwać ambitnym planem.
Tolkien kurzy się już na biurku, ale nie potrafię się za niego zabrać chociaż książka wspaniała. Niestety film widziałem już dziesiątki razy i znam go na pamięć, także książka nie wiele może mnie zaskoczyć. Oczywiście wiem że w książkach znajdziemy dużo rożnych, ciekawych wątków które zostały pominięte w filmie, jednak znając zakończenie już nie czyta się tak ciekawie.
Co by tu jeszcze dopisać? Można napisać lekkie sprostowanie moich ostatnich postów które są dość nie zrozumiałe, ale nie wiem czy umiałbym napisać tak pokrótce w dwóch zdaniach o tym co mnie ostatnio spotkało. Może opiszę kiedyś cała historie dokładnie, ale do tego potrzebuję trochę czasu, a dzisiaj już jest dość późno i przydałoby się odpocząć. A więc chociaż spróbuję tak pokrótce opowiedzieć co się wydarzyło. Byłem z dziewczyną z którą chciałem być "od zawsze", a nawet użyję takiego głupiego stwierdzenia że to ta "jedyna". Nigdy w nic podobnego nie wierzyłem, wręcz to stwierdzenie mnie śmieszyło jak nie raz i nie dwa słyszałem od kogoś "kurde to ta jedyna, mówię Ci Maciek". Jednak teraz i mnie wypełnia takie głupie uczucie. Co najzabawniejsze byliśmy razem, tylko ile ? JEDEN dzień, dokładnie jeden dzień w dodatku to wszystko wynikło z jej inicjatywy. A co się stało później ? Sam chciałbym wiedzieć. Miała nie poukładane sprawy ze swoim byłym i przez to chyba wszystko się posypało. To chyba tyle, tak w skrócie oczywiście. A ja po tym wszystkim dalej nie wiem co mam robić i nadal nie potrafię się ogarnąć. Chyba potrzebuję żeby ktoś mną solidnie potrząsną. Rozmawiałem z moją najlepszą przyjaciółka, nakreśliłem jej całą tą jakże skomplikowaną historię. Słuchała ze zdziwioną miną nie mogąc zrozumieć dlaczego ja w tym wszystkim jeszcze tkwię. Sam tego nie rozumiem. Ale nie tak łatwo mi o tym wszystkim zapomnieć. W przyszłym tygodniu wszystko się wyjaśni, mam przynajmniej taką cichą nadzieję. Przedstawię sprawę bardzo jasno. Albo będziemy razem, albo niech da mi spokój bo ja już tak nie umiem. Nie potrafię zadręczać się ciągle tymi samymi myślami - czy ona robi sobie ze mnie żarty? czy może faktycznie potrzebuje trochę więcej czasu? Wszystko się wyjaśni, już nie długo, jeszcze kilka dni ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)