Przed wczoraj minęły równe trzy miesiące odkąd nie mam nawet najmniejszego kontaktu z Kasią. Powinienem chyba czuć rozgoryczenie, albo odczuwać na pewien sposób załamanie. Skłamałbym mówiąc że nie odczuwam nic, że mnie to nie rusza. Bowiem czuję aż za dużo, za dużo emocji naraz. Jednym słowem nie da się objąć tego wszystkiego. w ciągu całych tych trzech miesięcy nie było chyba dnia aby w mojej głowie nie nasunęła się myśl o niej. Ale to nie jest zależne ode mnie, tak mi się przynajmniej wydaje. Chciałbym zapomnieć, bo po co ciągle do tego wracać, po co się niepotrzebnie denerwować. Jednak chyba sam sobie na to nie pozwalam. Muzyka której słucham odgrywa tutaj dużą rolę. Całe ten emo-rap, smutny rap, czy jakie tam, kto chce określenie, wciąż mi przypomina pewne sytuację związane z nią, z nami. Jednak muzyki nie zmienię. Nie wyobrażam sobie abym mógł słuchać czegoś innego, abym mógł stworzyć inną play-listę do mojego winamp'a. Po prostu, nie. Widocznie posypywanie ran solą, stało się czymś co kocham. A nawet czymś czego potrzebuję.
Bardzo dużo pomogła mi praca, tak dokładnie ta sama na którą tak bardzo narzekam. Jednak dzięki niej mogłem przekierować swoje myśli na inny tor. Jednak co mi to dało, skoro po tak krótkim stażu jaki tam spędziłem, znowu wpadłem po uszy w sprawach serca. Choć tym razem z góry stawiam ta sytuację na niepowodzenie, może dzięki temu, całe to "zamieszanie" rozejdzie się z łatwością po kościach. Dzięki sytuacji sprzed pół roku, a może i nawet dłużej, niestety straciłem rachubę, uważam że stałem się mocniejszy. Tak, ponieważ, jeżeli nie poznamy nigdy silnego bólu to każdy będzie mocny. Także dziękuję Ci Kasieńko. Jednak nie wyszedłem z niczym z całej tej naszej chorej sytuacji. A jak to jest z powiedzeniem "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni" czy jest w nim choć trochę prawdy? Na pewno tak. Osobiście nie lubiłem tego powiedzenia. Nigdy tak nie uważałem dopóki nie spotkało to mnie, coś co naprawdę mnie wzmocniło. Teraz dzięki temu mogę znowu brnąć w związek bez przyszłości, znowu przeżyć ledwie krótką przygodę, przeżyć mały romans bez szans na coś więcej. Po czym na koniec i tak zostanę z niczym. Normalka. Ale co mi tam, przecież nie mam nic do stracenia, a mogę tylko zyskać. Sam nie wierzę że to napisałem "zyskać" to takie odległe, takie nie osiągalne...
piątek, 18 października 2013
czwartek, 19 września 2013
Wczoraj miałem w głowie setki a nawet tysiące myśli, tyloma rzeczami chciałem się podzielić że aż nie wiedziałem co napisać, aż w końcu przesiedziałem godzinę gapiąc się w monitor. Dzisiaj drugie podejście, chyba poukładałem myśli i wiem co mogę napisać. Przede wszystkim praca, ona chyba mnie wykończy, nie mam na nic ani dla nikogo czasu. Z tyloma ludźmi miałem się widzieć, z tyloma ludźmi miałem się spotkać, ale kiedy, jak mam jeden dzień wolego to nic mi się nie chce, mam ochotę tylko siedzieć w domu i porządnie wypocząć. W dodatku moje życie prywatne znowu się pokomplikowało, spotykałem się przez krótki czas z pewną dziewczyną, wiem o tym że się jej podobałem, nie musiałem się nawet starać aby zdziałać coś więcej, jednak to ona nie przypasowała mnie. Wszystko było w porządku dopóki nie podała mi swojego fejsbuka. Te wszystkie jej wpisy i komentarze, choć miała 19 lat to zachowywała się jak nierozgarnięta 14'tka i najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że gdy umawialiśmy się na jakiś spacer czy piwo to potrafiła się zachować normalnie, chyba że widzieliśmy wraz z jej przyjaciółką i moim znajomym, tak w czwórkę to znowu jakby cofała się w latach(sory za takie słowa ale nie wiem jak to inaczej nazwać). To jej zachowanie tak bardzo mnie zraziło że dałem sobie spokój. Pomyślałem sobie że znowu nic z tego i nadal nie spotkałem odpowiedniej dziewczyny no cóż, trzeba szukać dalej. I tak szukałem albo i nie, aż w końcu znowu mnie coś trafiło poczułem coś do dziewczyny do której nie powinienem nic czuć, dlaczego? Dlatego że ona jest zajęta a w dodatku miesza wraz ze swoim chłopakiem. Trudny orzech do zgryzienia. Już raz pakowałem się w taką sytuację i delikatnie mówiąc zostałem wydymany i mocno zraniony. Nie chciałbym aby taka sytuacja znowu się powtórzyła, tylko jak się z tego wykręcić, kurwa chyba nie umiem. Nie zakochuję się w każdej dziewczynie która się do mnie uśmiechnie, zakochuje się zawsze w tych które są już zajęte, takie moje szczęście. Dlaczego ja trafiam tylko na takie dziewczyny? Dlaczego każda dziewczyna która jest wartościowa musi już z kimś być? Najsmutniejsze jest to że wraz z tą dziewczyną razem pracujemy więc dość często się widujemy. Powinienem zmienić pracę? Chciałem i nawet jej o tym powiedziałem że muszę się przenieść, podając błahy powód że mam za daleko do pracy. Jednak nie ucieszyła się z tego powodu. Powiedziała mi otwarcie żebym tego nie robił i został tutaj, w restauracji bo mnie lubi, tylko czy to było szczere czy powiedziane tylko przez grzeczność, sam nie wiem. Jeszcze wszystko się okaże ...
czwartek, 8 sierpnia 2013
Dawno tu nie zaglądałem, brakowało mi troszkę czasu,a przede wszystkim chęci by się podzielić jakimikolwiek chwilami z mojego życia. Dzisiaj to ten dzień w którym postanowiłem coś zrobić a raczej napisać, to chyba efekt nudy która ostatnio mnie dotknęła. Ostatniego czasu postanowiłem coś w sobie zmienić i poświęciłem swoje jakże drogocenne 30 minut z czasu w którym nic nie robię, na czas intensywnego treningu.Postanowiłem lekko się podbudować, chociaż wydaje mi się że jestem zbyt chudy aby mogło coś z tego być. Jednak robię to dla siebie i z taką intensywnością jaką będę chciał. Może po pół roku zobaczę jakiekolwiek efekty. Równie ważnym wydarzeniem jak nie najważniejszym w ostatnim czasie to to że podjąłem się pewnej pracy. A dokładnie pracy w McDonald's. Pracuję tam od początku sierpnia. Po zaledwie tygodniu pracy nie mogę się jeszcze za wiele wypowiadać o samej robocie, a tym bardziej o ludziach z którymi tam pracuję. Każdy podchodzi do mnie z rezerwą, ale po zaledwie kilku dniach pracy nie mogę liczyć na nic więcej i zdziwiłbym się gdyby było wręcz inaczej. Musimy się wszyscy poznać, dotrzeć, a wtedy powinno być dobrze. Pracuję w młodym towarzystwie bowiem wszyscy są w moim wieku bądź dzieli nas zaledwie różnica kilku lat. Także na pewno się dogadamy, tylko ile będzie potrzeba na to czasu? Nie jestem w ogóle pewien czy mnie zaakceptują. Ciężko jest wejść do zamkniętej grupy ludzi którzy znają się i pracują ze sobą już od dłuższego czasu. Obawiałem się że będę raczej stał na uboczu, że nikt nie będzie nawet zwracał na mnie uwagi. Przeliczyłem się. Nie stoję na uboczu, zawsze ktoś o coś zapyta, zagada, a raczej wybada kim ja jestem. Ale i tak atmosferę uważam za całkiem fajną. Nie tak to sobie wyobrażałem przychodząc tutaj. W dodatku przed podjęciem pracy, naczytałem się różnych forów, gdzie ludzie raczej negatywnie wypowiadali się o tej pracy. Zobaczymy za jakiś czas jak to naprawdę jest. Dzisiaj po dziesięciu godzinach w pracy, odziwo czuję się całkiem dobrze. Nie czuję zmęczenia jak to niekiedy bywało po zaledwie ośmiu godzinach. To chyba dobry znak. Zaczynam się przyzwyczajać do ciężkiej pracy...
wtorek, 9 lipca 2013
Czy zastanawialiście się kiedyś nad sensem naszego życia? Za czym tak nieustannie gonimy? Do czego dążymy ? Chyba każdy z nas nie raz, nie dwa zadawał sobie takie pytanie. Normalka. Otóż według mnie, nasze życie, a raczej celem naszego życia jest nieustanna pogoń za szczęściem, które często bywa tak bardzo nieosiągalne. Nie raz mamy je zaledwie na wyciągnięcie ręki, jest tak blisko że niemal czujemy się już szczęśliwi jednak to chwilowe i złudne uczucie, bowiem nie potrafimy tak naprawdę wyciągnąć dłoni i zagarnąć tego co jest potrzebne do bycia w pełni szczęśliwym. Boimy się zagarnąć tego co nas uszczęśliwia, bowiem odczuwamy strach na samą myśl o tym że prędzej czy później i tak przyjdzie nam to stracić, to ten strach tak bardzo nas ogranicza. Każdy z nas jest sam dla siebie ograniczeniem. A to jest najtrudniejsza rzecz do przeskoczenia. Przezwyciężyć samego siebie, walka zwana codziennością która toczy każdy z nas. Czy ja jestem szczęśliwy? Nie, nie jestem. I pewnie jeszcze długa droga przede mną nim będę szczęśliwy...
sobota, 22 czerwca 2013
Przez ostatnich kilka dni mamy piękną pogodę. Słonko ciągle świeci, aż chyba za bardzo bo ciężko wytrzymać na dworze. No ale nie będę narzekał. Po długiej zimnej zimie nareszcie przyszło ciepłe lato. Jak to mówią zimą za zimno a latem za ciepło, nigdy nie da się dogodzić człowiekowi. I coś w tym jest, przykro mi to stwierdzić ale całkowicie się z tym zgadzam. Ostatnio spędziłem cały dzień nad wodą w towarzystwie kilku znajomych, a właściwie grupie znajomych bo było nas chyba z dziesięcioro. Zabraliśmy piłkę i pół dnia przekopaliśmy na boisku, szkoda tylko że trawa nie była skoszona i w niektórych miejscach sięgała ona nawet do kolan. Jakoś się grało i było całkiem fajnie. Na szczęście jakieś pięćdziesiąt metrów od boiska mamy jezioro w którym po każdej połowie było można się zanurzyć, woda była idealna. No dobra może trochę przesadziłem mówiąc idealna, ale jak na polskie standardy była całkiem w porządku. Oczywiście najgorsze jest pierwsze zanurzenie i jak zwykle nie obyło się bez problemów z mojej strony. Małymi kroczakami wszedłem aż po pas po czym w końcu udało mi się całkowicie zanurzyć. Świetne uczucie po godzinie gry w takim upale "wskoczyć" do wody. Aż się nie chciało wychodzić na drugą połowę meczu. No ale drużyna wzywała, trzeba szybko dokopać rywalowi w drugiej połowie aby znowu zanurzyć łebek w wodzie. Nie wiem kiedy znowu uda się zebrać taką ekipę do gry w piłkę, pewnie będzie o to ciężko albo wręcz niemożliwe. Dlatego muszę przygotować rower na solowe wypady nad wodę, nie żeby się nawet kąpać bo samemu to tak nudno, ale żeby chociaż się przejechać i posiedzieć tam chwilę. Może nawet uda mi się kogoś namówić na taki rowerowy wypad. Z tym nie będzie aż takich problemów, żeby zebrać choć jedną osobę. Trzeba wykorzystać tydzień wakacji, bo od lipca zaczynam praktyki, które niestety muszę zrobić bo są mi potrzebne badania do pracy dyplomowej. Także lipiec praktyki. A sierpień ? Powinienem znaleźć jakąś pracę, chociaż na ten jeden miesiąc, no może dwa. Wiadomo troszkę pieniążków się przyda...
wtorek, 11 czerwca 2013
Koniec tych smutów, pora to zakończyć i zająć się czymś pożytecznym, a co ma być to będzie. Miałem tyle różnych planów na ten tydzień, głównym z nich było wyskoczenie na rower. Chciałem trochę posportować. Ale niestety pogoda znowu pokrzyżowała mi plany, zresztą jak zwykle kiedy tylko mam zamiar wyjść na rower. Zawsze wtedy musi padać. A leje już drugi dzień z rzędu. I jak tu wyjść na dwór. Pozostaje mi tylko pisanie pracy dyplomowej i przygotowanie się do sesji, ale nie chce mi się uczyć, mam za dużego lenia. A może uda mi się przejść w zerówkach bez nauki? Chyba zaryzykuję. Przecież zawsze jeszcze mogę przyjść we wrześniu zaliczyć to czego teraz mi się nie uda. Tak zrobię, tak właśnie zrobię.
Wspominałem już że mam nowego pieska? Nie? No to jestem nowym szczęśliwym posiadaczem czterołapa. Cieszę się że mam w końcu psiaka. Choć ostro daje mi w kość, czasami mam już go dość i tego jak ciągle sika po domu, ale przecież on jest taki malutki, nauczy się jeszcze że w domu nie wolno sikać. I te jego małe kiełki, całe dłonie mam poharatane, niech już mu wypadną, te hm mleczaki? Jak będzie miał drugie zęby to może trochę się uspokoi i przestanie gryźć wszystko do okoła, mam taką nadzieję. A tymczasem idę go wyprowadzić na spacer bo właśnie wstał i się kręci koło mnie...
Wspominałem już że mam nowego pieska? Nie? No to jestem nowym szczęśliwym posiadaczem czterołapa. Cieszę się że mam w końcu psiaka. Choć ostro daje mi w kość, czasami mam już go dość i tego jak ciągle sika po domu, ale przecież on jest taki malutki, nauczy się jeszcze że w domu nie wolno sikać. I te jego małe kiełki, całe dłonie mam poharatane, niech już mu wypadną, te hm mleczaki? Jak będzie miał drugie zęby to może trochę się uspokoi i przestanie gryźć wszystko do okoła, mam taką nadzieję. A tymczasem idę go wyprowadzić na spacer bo właśnie wstał i się kręci koło mnie...
sobota, 8 czerwca 2013
Już nie wiem czy mam się śmiać czy płakać...
Kolejne spotkanie do którego doszło w zasadzie nic nie wyjaśniło. Było to kolejne z tych "poważnych" spotkań na których mieliśmy "poważnie" porozmawiać. Owszem powiedzieliśmy sobie to co mieliśmy powiedzieć i na tym się skończyło, wróciliśmy do punktu wyjścia. A ja nadal jestem w kropce. To wszystko jest takie dziwne. Jestem niesamowicie sfrustrowany. Za długo już to wszystko trwa. Cała ta sprawa ciągnie się już od ponad 3 tygodniu, i jedyne o czym tu piszę to to jak źle się z tym czuję. Żałosne. Ale o czym mogę napisać skoro nic nie robię, tylko rozmyślam o niej. Ale wpadłem emocjonalnie. Czuję się jak jakiś młodzik który źle się zakochał i nie wie co z sobą zrobić. Nie chcę już żyć tak jak teraz, chcę zapomnieć bo nie rozumiem słów którymi ona mówi do mnie. Chciałbym mieć serce z kamienia, żyło by się łatwiej, dużo łatwiej.
A ja tylko stąpam po kruchym lodzie i nie potrafię sam z niego zejść...
Kolejne spotkanie do którego doszło w zasadzie nic nie wyjaśniło. Było to kolejne z tych "poważnych" spotkań na których mieliśmy "poważnie" porozmawiać. Owszem powiedzieliśmy sobie to co mieliśmy powiedzieć i na tym się skończyło, wróciliśmy do punktu wyjścia. A ja nadal jestem w kropce. To wszystko jest takie dziwne. Jestem niesamowicie sfrustrowany. Za długo już to wszystko trwa. Cała ta sprawa ciągnie się już od ponad 3 tygodniu, i jedyne o czym tu piszę to to jak źle się z tym czuję. Żałosne. Ale o czym mogę napisać skoro nic nie robię, tylko rozmyślam o niej. Ale wpadłem emocjonalnie. Czuję się jak jakiś młodzik który źle się zakochał i nie wie co z sobą zrobić. Nie chcę już żyć tak jak teraz, chcę zapomnieć bo nie rozumiem słów którymi ona mówi do mnie. Chciałbym mieć serce z kamienia, żyło by się łatwiej, dużo łatwiej.
A ja tylko stąpam po kruchym lodzie i nie potrafię sam z niego zejść...
niedziela, 2 czerwca 2013
Po całym tygodniu nie zaglądania na bloga, można by coś w końcu dodać.
Dzień za dniem mija tak jakoś... nijak. Pogoda dalej w kratkę, nie ma nic do roboty. Z resztą co by mi przyszło robić, wyjść przed blok na ławkę i wypić piwo ? Oczywiście nie samemu, sam nie piję, jeszcze nie. Do piwa zawsze się ktoś chętny znajdzie. Gorzej wyciągnąć kogoś do ambitniejszych planów. O ile trochę sportu można nazwać ambitnym planem.
Tolkien kurzy się już na biurku, ale nie potrafię się za niego zabrać chociaż książka wspaniała. Niestety film widziałem już dziesiątki razy i znam go na pamięć, także książka nie wiele może mnie zaskoczyć. Oczywiście wiem że w książkach znajdziemy dużo rożnych, ciekawych wątków które zostały pominięte w filmie, jednak znając zakończenie już nie czyta się tak ciekawie.
Co by tu jeszcze dopisać? Można napisać lekkie sprostowanie moich ostatnich postów które są dość nie zrozumiałe, ale nie wiem czy umiałbym napisać tak pokrótce w dwóch zdaniach o tym co mnie ostatnio spotkało. Może opiszę kiedyś cała historie dokładnie, ale do tego potrzebuję trochę czasu, a dzisiaj już jest dość późno i przydałoby się odpocząć. A więc chociaż spróbuję tak pokrótce opowiedzieć co się wydarzyło. Byłem z dziewczyną z którą chciałem być "od zawsze", a nawet użyję takiego głupiego stwierdzenia że to ta "jedyna". Nigdy w nic podobnego nie wierzyłem, wręcz to stwierdzenie mnie śmieszyło jak nie raz i nie dwa słyszałem od kogoś "kurde to ta jedyna, mówię Ci Maciek". Jednak teraz i mnie wypełnia takie głupie uczucie. Co najzabawniejsze byliśmy razem, tylko ile ? JEDEN dzień, dokładnie jeden dzień w dodatku to wszystko wynikło z jej inicjatywy. A co się stało później ? Sam chciałbym wiedzieć. Miała nie poukładane sprawy ze swoim byłym i przez to chyba wszystko się posypało. To chyba tyle, tak w skrócie oczywiście. A ja po tym wszystkim dalej nie wiem co mam robić i nadal nie potrafię się ogarnąć. Chyba potrzebuję żeby ktoś mną solidnie potrząsną. Rozmawiałem z moją najlepszą przyjaciółka, nakreśliłem jej całą tą jakże skomplikowaną historię. Słuchała ze zdziwioną miną nie mogąc zrozumieć dlaczego ja w tym wszystkim jeszcze tkwię. Sam tego nie rozumiem. Ale nie tak łatwo mi o tym wszystkim zapomnieć. W przyszłym tygodniu wszystko się wyjaśni, mam przynajmniej taką cichą nadzieję. Przedstawię sprawę bardzo jasno. Albo będziemy razem, albo niech da mi spokój bo ja już tak nie umiem. Nie potrafię zadręczać się ciągle tymi samymi myślami - czy ona robi sobie ze mnie żarty? czy może faktycznie potrzebuje trochę więcej czasu? Wszystko się wyjaśni, już nie długo, jeszcze kilka dni ...
Dzień za dniem mija tak jakoś... nijak. Pogoda dalej w kratkę, nie ma nic do roboty. Z resztą co by mi przyszło robić, wyjść przed blok na ławkę i wypić piwo ? Oczywiście nie samemu, sam nie piję, jeszcze nie. Do piwa zawsze się ktoś chętny znajdzie. Gorzej wyciągnąć kogoś do ambitniejszych planów. O ile trochę sportu można nazwać ambitnym planem.
Tolkien kurzy się już na biurku, ale nie potrafię się za niego zabrać chociaż książka wspaniała. Niestety film widziałem już dziesiątki razy i znam go na pamięć, także książka nie wiele może mnie zaskoczyć. Oczywiście wiem że w książkach znajdziemy dużo rożnych, ciekawych wątków które zostały pominięte w filmie, jednak znając zakończenie już nie czyta się tak ciekawie.
Co by tu jeszcze dopisać? Można napisać lekkie sprostowanie moich ostatnich postów które są dość nie zrozumiałe, ale nie wiem czy umiałbym napisać tak pokrótce w dwóch zdaniach o tym co mnie ostatnio spotkało. Może opiszę kiedyś cała historie dokładnie, ale do tego potrzebuję trochę czasu, a dzisiaj już jest dość późno i przydałoby się odpocząć. A więc chociaż spróbuję tak pokrótce opowiedzieć co się wydarzyło. Byłem z dziewczyną z którą chciałem być "od zawsze", a nawet użyję takiego głupiego stwierdzenia że to ta "jedyna". Nigdy w nic podobnego nie wierzyłem, wręcz to stwierdzenie mnie śmieszyło jak nie raz i nie dwa słyszałem od kogoś "kurde to ta jedyna, mówię Ci Maciek". Jednak teraz i mnie wypełnia takie głupie uczucie. Co najzabawniejsze byliśmy razem, tylko ile ? JEDEN dzień, dokładnie jeden dzień w dodatku to wszystko wynikło z jej inicjatywy. A co się stało później ? Sam chciałbym wiedzieć. Miała nie poukładane sprawy ze swoim byłym i przez to chyba wszystko się posypało. To chyba tyle, tak w skrócie oczywiście. A ja po tym wszystkim dalej nie wiem co mam robić i nadal nie potrafię się ogarnąć. Chyba potrzebuję żeby ktoś mną solidnie potrząsną. Rozmawiałem z moją najlepszą przyjaciółka, nakreśliłem jej całą tą jakże skomplikowaną historię. Słuchała ze zdziwioną miną nie mogąc zrozumieć dlaczego ja w tym wszystkim jeszcze tkwię. Sam tego nie rozumiem. Ale nie tak łatwo mi o tym wszystkim zapomnieć. W przyszłym tygodniu wszystko się wyjaśni, mam przynajmniej taką cichą nadzieję. Przedstawię sprawę bardzo jasno. Albo będziemy razem, albo niech da mi spokój bo ja już tak nie umiem. Nie potrafię zadręczać się ciągle tymi samymi myślami - czy ona robi sobie ze mnie żarty? czy może faktycznie potrzebuje trochę więcej czasu? Wszystko się wyjaśni, już nie długo, jeszcze kilka dni ...
poniedziałek, 27 maja 2013
Napisałem ledwie 6 postów na blogu i już mi się nie chce, nic mi się nie chcę, nie mogę się skupić na czymkolwiek. Staram się nie myśleć o niej, zająć się czymś pożytecznym ale to nie takie łatwe. Choć lubię pisać to nic ciekawego nie przychodzi mi do głowy, nie potrafię nawet przeczytać kilku stron książki choć czytałem niemal codziennie, a teraz? Po przeczytaniu ledwie dwóch stron zaczynam myśleć o czymś innym... ehh do diabła, siedzę kolejny dzień na kompie. Coraz mniej czasu na napisanie pracy dyplomowej, a ja wciąż przekładam wszystko na następny dzień. Siedzę całymi dniami na fb czekając aż ona się pojawi... a to takie bezowocne...
Jestem niesamowicie rozdarty wewnętrznie i nie wiem co mam dalej robić. Jedynie co jeszcze mi pomaga jakoś się trzymać to rap na słuchawkach, jednak on wcale nie przynosi ukojenia, cała moja playlista jest dość smutna, tak jak moje życie ...
Jestem niesamowicie rozdarty wewnętrznie i nie wiem co mam dalej robić. Jedynie co jeszcze mi pomaga jakoś się trzymać to rap na słuchawkach, jednak on wcale nie przynosi ukojenia, cała moja playlista jest dość smutna, tak jak moje życie ...
wtorek, 21 maja 2013
W ten weekend bardzo wiele się zmieniło, z początku myślałem że na dobre, jednak wyszło jak zawsze. Nie chce mi się nawet tego komentować, jestem tak rozdarty wewnętrznie że to jest nie do opisania ...
Co teraz zrobić ? Siedzę już drugi dzień w domu i rozmyślam tylko o jednym... A może mam depresje? W tak młodym wieku? no sam już nie wiem. Narazie muszę się jakoś poskładać do kupy a to jest cholernie trudne ...
Co teraz zrobić ? Siedzę już drugi dzień w domu i rozmyślam tylko o jednym... A może mam depresje? W tak młodym wieku? no sam już nie wiem. Narazie muszę się jakoś poskładać do kupy a to jest cholernie trudne ...
poniedziałek, 13 maja 2013
Od ostatniego postu trochę się u mnie pozmieniało. Narzekałem że nie ma odzewu od Moniki i jakby na życzenie, następnego dnia do mnie napisała i umówiliśmy się na spacer, jednak nie w cztery oczy, a 2 na 2, w 2 pary, miało być ciekawie, więcej tematów do rozmów - w końcu było nas aż 4, a nic z tego nie wynikło, była niesamowita zamułka, zresztą nie pierwszy raz. Z tego nic nie będzie, nie możemy znaleźć wspólnego języka, jednak jakaś tam sympatia do niej zostaje. Ale co ważniejsze udało mi się umówić z Kasią znalazła dla mnie chwilę czasu między maturami pisemnymi a ustnymi. To nie było długie spotkanie, ale i tak byłem szczęśliwy że mogę ją zobaczyć, w końcu tak długo się nie widzieliśmy. Jesteśmy umówieni na kolejne spotkanie w tym tygodniu, zobaczymy co z tego wyjdzie, narazie czekam z niecierpliwieniem ...
środa, 8 maja 2013
W tym tygodniu miałem mały natłok zajęć na uczelni, ale może to i dobrze bo i tak nie miałem większych planów, w dodatku ta pogoda w kratkę... Dzisiejsze popołudnie udało się spędzić nad wodą z piwkiem w gronie kilku znajomych. Teraz Przydałoby się zrobić prezentację na piątkowe zajęcia, ale sił jaki i chęci kompletnie brak. Może jutro coś wymyślę.
W dodatku jedna myśl nie daje mi spokoju, co u Moniki (dziewczyny z którą spędziłem ostatni piątek na dniach Naszego Miasta - wspominałem o niej we wcześniejszym poście) mieliśmy się spotkać w poniedziałek, jednak po niedzielnej kłótni, jak zwykle o pierdoły, do spotkania nie doszło, zero odzewu z jej strony, choć miała napisać co i jak. A więc olewka. Czyżby się obraziła? nie wydaje mi się, bo nie należy do grupy dziewczyn strzelających fochy o byle co...
Z drugiej strony odnowił mi się kontakt z Kasią, trochę wczoraj pogadaliśmy, miło i otwarcie jak zawsze. Chętnie bym ją zaprosił na jakąś kawę, ciastko czy nawet zwykły spacer byleby się spotkać choć na chwilę, ale ona pisze teraz matury, także nie chcę jej przeszkadzać, niech się uczy. A do spotkania wrócę jak już będzie miała wszystkie egzaminy za sobą ...
W dodatku jedna myśl nie daje mi spokoju, co u Moniki (dziewczyny z którą spędziłem ostatni piątek na dniach Naszego Miasta - wspominałem o niej we wcześniejszym poście) mieliśmy się spotkać w poniedziałek, jednak po niedzielnej kłótni, jak zwykle o pierdoły, do spotkania nie doszło, zero odzewu z jej strony, choć miała napisać co i jak. A więc olewka. Czyżby się obraziła? nie wydaje mi się, bo nie należy do grupy dziewczyn strzelających fochy o byle co...
Z drugiej strony odnowił mi się kontakt z Kasią, trochę wczoraj pogadaliśmy, miło i otwarcie jak zawsze. Chętnie bym ją zaprosił na jakąś kawę, ciastko czy nawet zwykły spacer byleby się spotkać choć na chwilę, ale ona pisze teraz matury, także nie chcę jej przeszkadzać, niech się uczy. A do spotkania wrócę jak już będzie miała wszystkie egzaminy za sobą ...
sobota, 4 maja 2013
Dzisiaj, a w zasadzie wczoraj, bo już po 24, kolejny poranek nie zapowiadał nic ciekawego. Na dworze wciąż padał deszcz. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to to że spędzę kolejny dzień w domu...
Do czasu aż nie odebrałem telefonu - numer nieznany, gdyby nie to że składałem ostatnio kilka CV to pewnie bym nie odebrał. Ku mojemu zaskoczeniu zadzwoniła koleżanka i zaproponowała mi wyjście na "imprezę" w plenerze jaką są dni naszego miasta. Jako że występował Pezet, nie odmówiłem, choć pogoda była straszna i cały przemokłem, nawet parasol nic nie dał. Jednak mimo to, jestem zadowolony z dzisiejszego dnia, fajnie spędziliśmy czas, fajnie że ktoś w ogóle zadzwonił, fajnie że komuś się o mnie przypomniało, jednak nie zadzwoniła Ta, na którą tak bardzo liczyłem ...
Do czasu aż nie odebrałem telefonu - numer nieznany, gdyby nie to że składałem ostatnio kilka CV to pewnie bym nie odebrał. Ku mojemu zaskoczeniu zadzwoniła koleżanka i zaproponowała mi wyjście na "imprezę" w plenerze jaką są dni naszego miasta. Jako że występował Pezet, nie odmówiłem, choć pogoda była straszna i cały przemokłem, nawet parasol nic nie dał. Jednak mimo to, jestem zadowolony z dzisiejszego dnia, fajnie spędziliśmy czas, fajnie że ktoś w ogóle zadzwonił, fajnie że komuś się o mnie przypomniało, jednak nie zadzwoniła Ta, na którą tak bardzo liczyłem ...
czwartek, 2 maja 2013
Minęła kolejna noc i kolejny raz miałem problemy z zasypianiem. Ale dlaczego ... ? Czy to nie powinno się już skończyć? To już przecież miesiąc odkąd straciłem swojego najlepszego przyjaciela, który zawsze był ze mną przez 12 lat. Jednak to prawda co mówią, pies najlepszym przyjacielem człowieka. A ja nadal odczuwam wewnętrzną pustkę po nim, nie potrafię się przyzwyczaić do tego że gdy wracam do domu już nikt mnie nie wita od samego progu...
Tak bardzo mi go brakuje ...
Zbudziłem się dzisiaj o 5 nad ranem, wiedziałem że już nie zasnę. Zebrałem się i poszedłem pobiegać, ostatnio często mi się to zdarza, chyba wyrobiłem już sobie nawyk. Po około 50 minutach biegu, padnięty, wyczerpany, ledwo żywy, wracam do domu i natrafiam na ojca w kuchni robiącego sobie kanapki do pracy. Jeden jego komentarz potrafi mnie nieźle wkurzyć, a mianowicie chodzi mi o "Co Ty już w domu? Zmęczyłeś się? Coś krótko dzisiaj". Jak ja tego nie cierpię! Jednak nie komentuję tego i idę się czym prędzej wykąpać. Gdy wychodzę odświeżony spod prysznica, nikogo nie zastaję już w domu, mogę się w spokoju położyć z powrotem do łóżka,nie musząc wysłuchiwać więcej zbędnych uwag. Udaje mi się zasnąć, wstaje dopiero przed 9, początek dnia jednak dla mnie i koniec. Za oknem szaro-buro, deszcz leje cały dzień, telefon milczy od 2 dni. Już nikt o mnie nie pamięta, nikt nie napisze nawet głupiego "co słychać?". Kolejny dzień przesiedziałem w domu, wczoraj chociaż była Liga Mistrzów to obejrzałem, Szkoda mi Barcelony, ale fakt faktem nic nie grali, nie zasłużyli na wygraną. Dzisiejszy wieczór też pewnie spędzę przed telewizorem, obejrzałbym jakiś dobry film...
Tak bardzo mi go brakuje ...
Zbudziłem się dzisiaj o 5 nad ranem, wiedziałem że już nie zasnę. Zebrałem się i poszedłem pobiegać, ostatnio często mi się to zdarza, chyba wyrobiłem już sobie nawyk. Po około 50 minutach biegu, padnięty, wyczerpany, ledwo żywy, wracam do domu i natrafiam na ojca w kuchni robiącego sobie kanapki do pracy. Jeden jego komentarz potrafi mnie nieźle wkurzyć, a mianowicie chodzi mi o "Co Ty już w domu? Zmęczyłeś się? Coś krótko dzisiaj". Jak ja tego nie cierpię! Jednak nie komentuję tego i idę się czym prędzej wykąpać. Gdy wychodzę odświeżony spod prysznica, nikogo nie zastaję już w domu, mogę się w spokoju położyć z powrotem do łóżka,nie musząc wysłuchiwać więcej zbędnych uwag. Udaje mi się zasnąć, wstaje dopiero przed 9, początek dnia jednak dla mnie i koniec. Za oknem szaro-buro, deszcz leje cały dzień, telefon milczy od 2 dni. Już nikt o mnie nie pamięta, nikt nie napisze nawet głupiego "co słychać?". Kolejny dzień przesiedziałem w domu, wczoraj chociaż była Liga Mistrzów to obejrzałem, Szkoda mi Barcelony, ale fakt faktem nic nie grali, nie zasłużyli na wygraną. Dzisiejszy wieczór też pewnie spędzę przed telewizorem, obejrzałbym jakiś dobry film...
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Witam wszystkich! :)
Od dłuższego już czasu zastanawiałem się nad założeniem bloga, aż w końcu nadszedł ten dzień, nie wiem co tak naprawdę mnie do tego pchnęło - być może po prostu zrobiłem to z nudy. A może potrzebowałem się gdzieś wygadać ? To nie jest istotne, aczkolwiek chciałem napisać coś na wstępie. Można by jeszcze dodać ze dwa zdania o czym zamierzam piać, bo to jest najważniejsze ... Nie będę tu opisywał swoich pasji czy też zainteresowań, bo nie mam ich chyba za wiele, a nawet jeżeli miałbym o czym pisać to nic ciekawego. Nie będę także dodawał żadnych fotek, ani bawił się w upiększanie bloga ponieważ mi się nie chce, będzie to zwykły, prosty blog w którym będę pisał o moim życiu, wiem że wieje to nudą i takich blogów jak ten są setki a nawet tysiące w dodatku o wiele lepiej zorganizowanych niż mój. Ale co mi tam.
Będę się starał dodawać posty w miarę systematycznie, co kilka dni, chyba że spotka mnie coś godnego uwagi, coś o czym można by tu napisać, to wtedy może i będę dodawał częściej (jednak nie liczyłbym na to). W zasadzie nie wiem czy tego bloga będzie ktoś czytał, czy ktoś kiedyś na niego natrafi, nawet przypadkowo, mało mnie to interesuje, choć nie powiem że zrobiłoby mi się miło gdybym kiedyś zobaczył jakiś komentarz pod moimi wpisami, pozytywny czy to negatywny, bez znaczenia, jestem otwarty na krytykę, a to ma być taki mój pamiętnik - fajnie będzie kiedyś do tego wszystkiego wrócić.
To by było na tyle, nie mam już nic sensownego do powiedzenia, a może mam ? tylko nie nadaje się to na pierwszy wpis...
Od dłuższego już czasu zastanawiałem się nad założeniem bloga, aż w końcu nadszedł ten dzień, nie wiem co tak naprawdę mnie do tego pchnęło - być może po prostu zrobiłem to z nudy. A może potrzebowałem się gdzieś wygadać ? To nie jest istotne, aczkolwiek chciałem napisać coś na wstępie. Można by jeszcze dodać ze dwa zdania o czym zamierzam piać, bo to jest najważniejsze ... Nie będę tu opisywał swoich pasji czy też zainteresowań, bo nie mam ich chyba za wiele, a nawet jeżeli miałbym o czym pisać to nic ciekawego. Nie będę także dodawał żadnych fotek, ani bawił się w upiększanie bloga ponieważ mi się nie chce, będzie to zwykły, prosty blog w którym będę pisał o moim życiu, wiem że wieje to nudą i takich blogów jak ten są setki a nawet tysiące w dodatku o wiele lepiej zorganizowanych niż mój. Ale co mi tam.
Będę się starał dodawać posty w miarę systematycznie, co kilka dni, chyba że spotka mnie coś godnego uwagi, coś o czym można by tu napisać, to wtedy może i będę dodawał częściej (jednak nie liczyłbym na to). W zasadzie nie wiem czy tego bloga będzie ktoś czytał, czy ktoś kiedyś na niego natrafi, nawet przypadkowo, mało mnie to interesuje, choć nie powiem że zrobiłoby mi się miło gdybym kiedyś zobaczył jakiś komentarz pod moimi wpisami, pozytywny czy to negatywny, bez znaczenia, jestem otwarty na krytykę, a to ma być taki mój pamiętnik - fajnie będzie kiedyś do tego wszystkiego wrócić.
To by było na tyle, nie mam już nic sensownego do powiedzenia, a może mam ? tylko nie nadaje się to na pierwszy wpis...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)